Noc pełna adrenaliny – czyli początek indyjskich przygód

Nadchodzi długo oczekiwana chwila wylotu do Indii. Przed nami długa droga. Z Poznania jedziemy do Warszawy, następnie lecimy do Hamburga. Tam czeka nas nocka na lotnisku. Rano lecimy do Monachium, tam mamy 3h na przesiadkę do Mumbaju. Taki był plan… rzeczywistość go zweryfikowała.

IMG_5408Początkowo wszystko przebiegało pomyślnie. Poznań-Warszawa, aż wylądowaliśmy w Hamburgu. Lotnisko wydaje się bardzo przyjazne i stwierdzamy, że będzie to jedna z wygodniejszych nocy spędzonych na lotnisku. Fotele nie są dzielone oparciami na łokcie, więc bez problemu będzie się można położyć. Dodatkowo na ścianie są panele do ładownia elektroniki. Lepiej być nie może!

IMG_5410

Rozsiadamy się wygodnie, wyciągamy świąteczne pierniczki, kupujemy piwo i mamy już włączyć film, kiedy chłopacy orientują się, że nasz ranny lot do Monachium jest opóźniony aż o 3h! Oznacza to mniej więcej tyle, że nie zdążymy na lot do Indii! Czym prędzej udajemy się do okienka Lufthansy, żeby wyjaśnić sprawę. Jesteśmy spokojni, bo kupiliśmy bilet łączony, więc teoretycznie linie lotnicze muszą jakoś sprawę załatwić. W pierwszej kolejności pani oddaje nam bagaże, które nadaliśmy już do Mumbaju i odsyła do kolejnego okienka. Tam pani z Lufthansy jest niezbyt miła. Nasz problem wydaje jej się być obojętny. Suchym głosem mówi, że maja tego dnia wiele opóźnień. Pytamy więc jakie widzi rozwiązanie. Pani mówi, że nie mają wolnych miejsc na loty do Indii, więc możemy wylecieć dopiero w poniedziałek. Chce nas ulokować w hotelu w Hamburgu. Później wspomina, że możemy jechać pociągiem do Monachium, ale raczej nie zdążymy. Możemy też wypożyczyć samochód. Pytamy, czy na ich koszt – mówi, że nie, mogą nam ewentualnie po powrocie zwrócić koszty. Tej opcji nie chcemy ryzykować, gdyż jesteśmy już i tak zmęczeni, a mielibyśmy do przejechania cale Niemcy, dodatkowo jeśli nie zdążymy, Lufthansa może wziąć za to odpowiedzialności. Szanse dojechania na czas wydają się być zerowe. Pani już prawie bookuje nam hotel w Hamburgu, kiedy z innego pomieszczenia wychodzi jej kolega po fachu. Mówi, że on zaryzykowałby podróż pociągiem, a jeśli nie zdążymy, to lotnisko w Monachium się nami zajmie. Dopytujemy się więc skąd i o której odjeżdża pociąg. Pani drukuje vouchery na przejazd pociągiem, mówiąc że stacja znajduje się 2 piętra niżej, a pociąg jest około za godzinę. Zabieramy plecaki i ruszamy.

Kiedy schodzimy na dół okazuje się, że nie odjeżdżają stamtąd pociągi dalekobieżne. Na dole znajduje się jedynie linia S-ban. Wracamy się i w informacji dopytujemy jak jechać na dworzec, dodajmy , że nasza znajomość niemieckiego jest zerowa! Okazuje się, że S-banem musimy dojechać na dworzec. Szkoda, że Pani z Lufthansy nam tego nie powiedziała. Podróż trwa kilkadziesiąt minut i zastanawiamy się czy w ogóle zdążymy. Zagadujemy młodego chłopaka pracującego w Easy Jet, żeby powiedział nam gdzie mamy wysiąść. Na dworcu okazuje się, że nie ma żadnego pociągu do Monachium! Jesteśmy załamani. Nasz nowy znajomy też sprawdza rozkład, ale nie widzi żadnego połączenia do Monachium. Dopytujemy obsługę dworca, ale też nic nie wiedzą. Nie wiemy co robić. Chłopak z Easy Jeta podchodzi do maszyny, w której sprawdza połączenia. Okazuje się, że do Monachium możemy dojechać jedynie z przesiadką w Kolonii. Godziny zgadzają się z tym, co podała nam pani z Lufthansy. Szkoda tylko, ze nie poinformowała nas, że mamy do zaliczenia aż 4 przesiadki… byłoby nam co nieco łatwiej.

W ostatniej chwili wsiadamy do pociągu. W Kolonii spędzamy 1,5h na zimnym dworcu w samych bluzach, grzejąc się kawą z Mac Donalda. Pociąg do Monachium odjeżdża punktualnie. Okazuje się jednak, że nie zatrzymuje się na lotnisku, tylko w centrum, co dodatkowo zmniejsza nasze szanse na dotarcie na czas. Dworzec jest od lotniska oddalony o 40 minut jazdy S-banem. Dobrze, że w dzisiejszych czasach za pomocą smartfona można połączyć się z Internetem praktycznie wszędzie. Sprawdzamy gdzie wysiąść i odprawiamy się on-line. Biegiem wpadamy do linii 8 jadącej na lotnisko. Wpychamy się w kolejkę do odprawy bagażu i… oddychamy z ulgą. Zdążyliśmy! Za pół godziny wylatujemy do Indii! Walka z czasem wygrana!

Dziękujemy panu z Easy Jeta, bez którego pomocy nie udało by nam się dotrzeć na czas, oraz wszystkim innym, którzy tej nocy nam pomogli!

Witamy w Indiach 🙂

IMG_5432

Przygód na lotniskach cd..

Jako ciekawostkę dodamy, że dziś indyjski Spice Jet nie chciał nas odprawić, ponieważ nie mieliśmy przy sobie karty, którą płaciliśmy za bilety! Kazali skontaktować się z bankiem, lub zapłacić drugi raz za bilety,a  po 7 dniach na konto, z którego ściągnęli pieniądze wcześniej – zwrócą je… Przekonywaliśmy, że bank wymienił kartę i nie mamy już jej. Nic to nie dało. Skończyło się na kontakcie z domem i przesłaniu numeru karty. Monika – dziękujemy za pomoc! 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Azja, Indie, Indie curry trip 2014/15. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s