Senegal. Casamance – Kafoutine. W poszukiwaniu tajemniczej wyspy.

Wielokrotnie przed wyjazdem do Casamance – południowej części Senegalu słyszeliśmy, że mamy być ostrożni, a w żadnym wypadku nie chodzić samemu po buszu i omijali podejrzane okolice. Co zrobiliśmy? Ci, którzy czytają nas dłużej, mogą się domyśleć 😉

 DSC_0904

W Kafountine zapoznajemy się z okolicą. Droga do plaży prowadzi przez okoliczne wioski. Roslinność jest tu niezwykle bujna. Po ścieżce spacerują świnie. Śmieszny widok – palma, a pod palmą stoi sobie taki sobie Pumba 🙂

Na plaży poznajemy sympatycznego chłopaka – pół Gambijczyka, pół Senegalczyka. Mieszka w Gambii, ale od jakiegoś czasu przebywa w Senegalu, gdzie przyjechał odwiedzić matkę. Chłopak, co nie zdziwiło nas zbytnio ma na imię Lamin (skąd tylu Laminów w Gambii zastanawiamy się, dopiero ostatniego dnia pobytu kolejny Lamin nam wyjaśnił, że takie imię nadaje się pierwszemu synowi w rodzinie). Pytamy Lamina co ciekawego można zobaczyć w okolicy. Ten opowiada nam o jakiejś wyspie. Pewnie, że chcemy się tam wybrać! Przystań skąd odpływają łódki, znajduje się spory kawałek od plaży. Nie chcemy jednak brać taksówki – umawiamy się z chłopakiem wcześniej, żeby dojść do przystani pieszo. W końcu czasu mamy pod dostatkiem. Chłopak zapewnia nas, że zwiedzenie wyspy zajmie nie więcej niż 1-2h, a najwięcej zwierząt zobaczymy po południu, umawiamy się więc ok. 15. Początkowo trasa prowadzi przez plażę, po kilkudziesięciu metrach, chłopak skręca w boczną uliczkę, mówiąc, że zna drogę na skróty. Okolica jest przepiękna – wszechobecna zieleń i palmy sprawiają, że spacer jest naprawdę przyjemny mimo żaru lejącego się z nieba. Po jakimś czasie skręcamy w mniej przyjazne zaułki – chyba najmniej przyjazne podczas całej naszej wyprawy. Przechodzimy przez okoliczny targ rybny. Tu już nawet droga szutrowa się urywa…idziemy po czarnym jak smoła piachu. Na słońcu suszą się ryby – masa ryb. Dookoła brud i niemiłosierny smród… Naprawdę cieszcie się, że wirtualnie nie da się przenieść zapachu, bo większość z Was przestałaby czytać w tym momencie. Smród był niesamowity – ale cóż było robić, trzeba iść dalej. Zastanawiamy się tylko kiedy ten odcinek drogi się skończy i czy z powrotem będziemy mogli wrócić taksówką. Średnio nam się uśmiecha wracać przez tą przerażającą w dzień okolicę – o zmroku.

Na szczęście po kilkudziesięciu minutach marszu targ rybny się kończy i dalej idziemy już przez opustoszałe wioski. Po drodze mija nas może jeden samochód. Okolica wygląda trochę jak wymarła – opuszczone hotele, żywej duszy brak. Coraz bardziej zaczynamy się zastanawiać czy to był dobry pomysł, żeby oddalać się tak daleko od miasta z obcym chłopakiem. Zaczynamy uruchamiać wyobraźnię i nasza uwaga cały czas się wyostrza. Kolejny odcinek prowadzi przez busz…

Michał zaczyna straszyć nas, że zza krzaków zaraz wyskoczy jakiś rebeliant. Adrenalina coraz większa. Okolica piękna, ale czy jesteśmy bezpieczni? Nasz nowy przyjaciel od kilkunastu minut mówi, że już niedaleko – a tu ani łódki, ani nawet rzeki nie widać. W końcu po ponad godzinnym spacerze docieramy do rzeki. Jest nawet jakaś łódka. Okazuje się jednak, że dziś tylko jedna łódka pływa (normalnie są dwie), bo właścicielowi drugiej urodziło się dziecko i w tym dniu odbywa się uroczystość nadania imienia. Zwyczajowa cena za wycieczkę łódką to 1000 CFA (7 zł) od osoby, ale przez to, że jest tylko jedna łódka, musielibyśmy zapłacić więcej za drogę powrotną. Pytamy ile – Lamin mówi, że to zależy od właściciela łódki – może 5000 może 10000 CFA. Chłopak proponuje, żebyśmy wrócili rano, bo wtedy będzie więcej zwierząt i będą kursować dwie łódki. Biorąc pod uwagę, że jest już dość późno i niedługo zacznie zmierzchać, a my jesteśmy w dość podejrzanej i bezludnej okolicy, gdzie o taksówce możemy jedynie pomarzyć, z lekką ulgą zgadzamy się na propozycję chłopaka, że wypłyniemy następnego dnia rano.

Póki co, przed nami długa droga powrotna do Kafoutine. Postanawiamy tym razem iść cały czas plażą. Przejście przez targ rybny od strony plaży jest już trochę mniej przerażające.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Nasze wyprawy, Senegal, Senegal 2014, West Africa trip 2014 i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s