No to Maroko – przygotowania do wyjazdu

DSC_0423Maroko marzyło nam się od dłuższego czasu. Skąd się wziął pomysł na Maroko? Kiedyś zobaczyliśmy na którymś z portali o tanim lataniu, że bilet bezpośredni z Berlina do Maroka można kupić za niecałe 200 zł – w 2 strony, żeby nie było wątpliwości. Z tanimi biletami jest jednak tak, że trzeba je kupić zanim się człowiek  jeszcze zdąży zastanowić. Niestety zgapiliśmy się wtedy. Zaczęliśmy więc niemal codziennie przeglądać stronę Easy Jeta, ale tak dobre ceny już się nie pojawiły.

Maroko ciągle chodziło nam po głowie. Myślami już tam byliśmy. Od powrotu z poprzedniej wyprawy do Tajlandii minęły już prawie 2 miesiące, a my nadal nie mieliśmy nic nowego na celowniku. Dodatkowo, zima za oknem, mróz i krótkie dni raczej nie wprawiały nas w dobre nastroje. Któregoś dnia znaleźliśmy bilety z Warszawy do Brukseli za 15 zł. Sprawdziliśmy gdzie da się stamtąd polecieć. Ku naszej wielkiej radości okazało się, że z Brukseli można dostać się do większości dużych miast w Maroku. Zaczęliśmy więc spisywać wszystkie daty i godziny połączeń na trasie Warszawa-Bruksela w cenie 15 zł. Później to samo zrobiliśmy z połączeniami z Brukseli do poszczególnych miast w Maroku. Notatki, drobnym maczkiem zajmowały całą kartkę. Ale udało się! Znaleźliśmy interesujące nas połączenie. Warszawa – Bruksela, Bruksela – Tanger, a powrót przez Fez. Ważne było też to, że mieliśmy 4 godziny na przesiadkę w Brukseli. Jest to na tyle mało, że człowiek nie zastanawia się co z sobą zrobić, a na tyle dużo, że byliśmy spokojni, że nawet jak samolot będzie miał opóźnienie – to zdążymy na ten do Maroka. Kiedy lata się tanimi liniami i samemu składa trasy, trzeba mieć takie rzeczy na uwadze. Generalnie latając tak jak my, tylko z bagażem podręcznym, zdążylibyśmy się przesiąść nawet gdybyśmy mieli na to 45 minut – oczywiście wtedy gdy wszystkie loty odbyłyby się zgodnie z rozkładem. W przypadku opóźnienia samolot do Maroka nie zaczekałby za nami – taki urok tanich linii. Nie pozostałoby nam nic innego jak szukać noclegu w Brukseli albo jakiegoś środka transportu, który zabrałby nas do domu. Czasem jednak trzeba podjąć ryzyko. 🙂 My na szczęście mieliśmy bezpieczny zapas czasu. Z powrotem z kolei spędzaliśmy na lotnisku całą noc. Spanie na lotnisku do wygodnych nie należy, ale czegoś się nie robi, żeby latać tanio.

Pierwszy raz sami sklejaliśmy „składaka”, więc przy zakupie biletów ręce nam się trzęsły. W końcu udało się. Kupiliśmy bilety dla 4 osób! Bo przecież marzenia są po to, żeby je spełniać! Za oknem zimowe sobotnie popołudnie, a my mamy przed sobą perspektywę wypadu do Maroka. I zaraz człowiekowi się humor poprawia. I nawet ta zima już nie taka straszna. Do wyprawy został miesiąc, więc czas zacząć przygotowania.

Bilety lotnicze już mieliśmy, pozostało zorganizować transport do Warszawy. Na szczęście dla nas, lotnisko w Modlinie cały czas było w remoncie, więc lecieliśmy z Okęcia. Nie udało nam się już niestety załapać na promocję Polskiego Busa i kupić biletów do Stolicy za złotówkę. Zapłaciliśmy więc całe 15 zł za bilet do Wawy i 35 zł za bilet powrotny (powrotny można było kupić taniej, ale musielibyśmy kilka godzin spędzić w Warszawie, a stwierdziliśmy, że po nocce na lotnisku nie będzie nam się już chciało czekać).

Przygotowaliśmy zarys trasy. Wujek Google pokazał nam , że aby go zrealizować musimy pokonać ponad 2,5 tys. km (na co wszyscy znajomi chwytali się za głowę). Pozostało więc zarezerwować samochód. Normalnie poszukalibyśmy czegoś na miejscu – za gotówkę, żeby nie trzeba było używać karty kredytowej. Jednak chcąc wziąć samochód w Tangerze, a zwrócić go w Fezie musieliśmy skorzystać z usług jakiejś sieciówki. Poza tym w Tangerze lądowaliśmy wieczorem, więc i tak ciężko byłoby coś znaleźć. I tu zaczęły się schody. Przeglądaliśmy oferty znanych wypożyczalni i wszystkie ubezpieczenia i opłaty były w cenie. Kiedy jednak zaczęliśmy wgłębiać się w szczegóły okazywało się że i owszem samochód jest ubezpieczony np. kradzieży, itd., ale jeśli zostanie skradziony to i tak odpowiadamy do jakiejś tam kwoty, która była jak dla nas kosmiczna – np. 7 tys. zł. Kwota ta miała zostać zablokowane na karcie kredytowej (nawet nie mamy takiego limitu) Przeraziło nas to trochę, zaczęliśmy korespondować z wypożyczalniami i pytać o możliwość wykupienia dodatkowego ubezpieczenia, które zniosłoby tak wysoki udział własny. Uzyskanie takich informacji z placówek w Maroku okazało się dla polskich przedstawicieli zbyt trudne. Skończyło się na tym, że sami pisaliśmy do oddziałów w Maroku i ustaliliśmy warunki ubezpieczenia. Po prawie 2 tygodniach poszukiwania informacji i negocjacji w końcu mieliśmy zaklepane auto!

No to pakujemy plecaki! i lecimy w składzie Michał, Paulina, Jarek i Agata.

Jeszcze na lotnisku w Warszawie poprosiliśmy Jarka, żeby kupił jakąś wodę mineralną. Ten przyniósł nam taką oto butelkę. Byliśmy trochę wkurzeni że zamiast wody mamy wódę, bo tym raczej ciężko będzie popić kanapkę. Jarek zaczął się z nas śmiać, a my dopiero wtedy zauważyliśmy że to Voda naturalna 0% vol 🙂 Śmiechu było co niemiara.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Maroko, Maroko 2013, Nasze wyprawy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s